Slava

Awatar użytkownika
Dimitri
Posty: 16
Rejestracja: 05 mar 2019, 20:23
Imię i nazwisko: Dimitri Ivanovich
Pochodzenie: Ziemia
Zawód: Pilot
Wiek: 39
Punkty zdrowia: [13/13] Osł. [10/10]
Postać: Klik!

20 maja 2019, 19:29

Ostatni post z poprzedniej strony:

Dima przysłuchiwał się wszystkiemu zupełnie jak zawsze, wówczas gdy już mieli wyjść dostrzegł znajomą twarz. Arina, dzika kobieta. Podobno takie są najlepsze. Właściwie jak by nie patrzyć to Dimitri widział w niej zdecydowanie wiele plusów, nie była jakaś brzydka, była też silna zaradna. Tylko ta zazwyczaj niewyparzona gęba i ogłada herszta piratów. Technik od razu dostrzegł spięcia. Coś zaiskrzyło i nie wróżyło to nic dobrego. Najpierw iskry a potem może wybuchnąć jakiś ogień nienawiści czy inne takie. Technik wiedział że musi to powstrzymać. Normalnie liczył by na Alexandra ale w tym wypadku znał ją zwyczajnie lepiej. Widział do czego jest zdolna. Więc zareagował błyskawicznie.

Wasilij spokojnie, to jest Arina. Mówiłem wam o niej. To naprawdę przyzwoity mechanik, nawet się zna więc naprawdę przydało by się aby nie było problemów. Chyba że chcemy się kiedyś obudzić na Alfa Centauri bez napędu. I z zapasami tlenu na 2 godziny. Kiedy mi się coś stanie, czy powinie noga, więc drugi technik znający się na rzeczy jest potrzebny.

Dimitri wytłumaczył sprawę najdyplomatyczniej jak tylko potrafił aczkolwiek, według niego zawsze najważniejsze były rzeczowe argumenty, A prawdą było że lepiej było mieć technika niż go nie mieć. Ciężko było dyskutować z czymś takim. Postanowił jednak jeszcze dość szybko wprowadzić w sytuację, W końcu to trochę on z tym zleceniem wszystko tłumaczył, do pionu jako główny technik.

Arino przejmujemy właśnie zlecenie przewozu górników. Łap. Najszybciej załapiesz o co chodzi jak zwyczajnie posłuchasz co się dzieje. Jak wyłapiesz coś mów.

Machnął na tablecie aby wysłać jej jak wygląda ogłoszenie, zapewne mogła mieć problem że to z Risingu jednak chwilowo była w pewien sposób bez głosu. Nawet ona rozumiała że w nowym miejscu od razu z butami. Choć zapewne nie zmieni to jej charakterku, jednak jak każdy porządny technik zapewne potrafi wykonać zadanie. Liczył na to że jej spostrzegawczość da radę zupełnie jak jego umiejętność do szacowania argumentów za i przeciw. Wierzył w to że się spisze. W siebie za to nie wierzył...


Dimitri wiedział jednak że zaraz ktoś z nich skomunikuje się z Risingiem, pewnie ustali to Alex w sumie kobiety chyba lepsze są w negocjacji, choć na pewno nie Arina. Czas gdy ustalał kto zadzwonił wykorzystywał na szukanie tych materacy czy hamaków czy innych takich ofert. Wolał w pewien sposób się skupić i przysłuchiwać szacując zwyczajnie czy nie będzie tam komplikacji. Nigdy nie miał zbytnio gadane..

Szacowanie [9/20]
Dimitri rzucił 1d20:
1
Awatar użytkownika
Masha
Posty: 13
Rejestracja: 10 mar 2019, 18:51
Imię i nazwisko: Masha Mihaliłov
Pochodzenie: Ziemia
Zawód: Naukowiec
Wiek: 39
Punkty zdrowia: [12/12]
Postać: Klik!

20 maja 2019, 22:19

Każdy już wiedział jak miał działać i gdzie ma iść. Masha w trakcie rozmów poszła przemyć twarz oraz dłonie, ubrała kombinezon, wychodząc ze swojego pokoju, skierowała się w kierunku śluzy. Tylko był jeden problem, który nieco namieszał w ich planach. Słysząc kolejny, kobiecy głos na pokładzie, zaniepokoiło ją do tego stopnia, że musiała stanąć z jakieś trzy góra cztery metry od Zajcew’a by nie zacząć panikować. Gdy ujrzała nieznaną jej osobę, uniosła brew ku górze, spojrzała ukosem na Zajcew’a a w jej głowie zabrzmiał jeden fundamentalny tekst " kim ty kurwo jesteś?" Czyżby miała powoli odczuć brak bycia tą jedyną na statku? Ona jest w naszym składzie? Coś mnie ominęło? Spojrzała na towarzysza obok siebie. Odczucie bycia już nie tą jedyną na statku stawało się dla niej swojego rodzaju wyzwaniem. Jednak nie minęła chwila jak usłyszała dodatkowy głos. Był nim Dimitri, który pokrótce wyjaśnił kim ona jest. Arina.. Mechanik... Od samego początku nie była do niej przekonana. Nie zrobiła na niej, żadnego wrażenia.

Kolejna gęba do wykarmienia.. świetnie. – powiedziała przesiąkając wypowiedź sarkazmem. Spojrzała na Dimit’riego jakby jej wzrok mógł zabijać. Jej głos nie brzmiał bardzo entuzjastycznie wobec nowej osoby na pokładzie. Chodź miał rację. Gdyby mu się cokolwiek wydarzyło, przynajmniej mamy zastępcę. Mashę od razu przeszły niespokojne dreszcze. Wszystkie wcześniejsze myśli o bandzie, spoconych, zabrudzonych, agresywnych mężczyzn, którzy szukaliby na statku okazji, aby tylko narzucić jej swoją wolę, przywłaszczanie mienia czy nawet okazywania agresji w celu udowodnienia osobistej wyższości do niej wróciły.

W momencie, kiedy ogarnęła się i uspokoiła, mogła ostatecznie zrozumieć słowa mówione w jej kierunku przez Alec’a, który poprosił ją o pomoc. Dokładnie w negocjacjach warunków umowy, a mianowicie wynagrodzenia. Uznała że nie jest to zły pomysł więc dołączyła się do rozmów na temat pieniędzy.

Po wyjściu ze statku, pierwsze czym Masha postanowiła się zająć było znalezienie jak największej ilości informacji dotyczących zaopatrzeniowców żywnościowych pod kątem ich cen oraz jakości towaru. Jakby nie patrzeć, kwestiami zakwaterowania mieli zająć się towarzysze, którzy póki co zostali na statku. Uznała, że najprostszym i zarazem najlepszym sposobem pozyskania informacji będzie wykorzystanie wszczepionego chipa z Rising Corp. Uzyskane natomiast informacje planowała bezzwłocznie przekazać swoim kompanom by mogli tą wiedzę wykorzystać.


Dyplomacja [10/20]
Masha rzucił 1d20:
8



Zbieranie informacj [8/20]
Masha rzucił 1d20:
15
Awatar użytkownika
Aleksander Suworov
Posty: 5
Rejestracja: 10 mar 2019, 19:21
Imię i nazwisko: Aleksander Suworov
Pochodzenie: Ziemia
Zawód: Pilot
Wiek: 37
Punkty zdrowia: [14/14] osł. [3/3]

26 maja 2019, 0:11

Swobodna rozmowa toczyła się między członkami załogi. Alec nawet nie zwrócił uwagi jak na pokład ich statku wdarł się ktoś nieznajomy do momentu kiedy doszło do spięcia między "gościem" a naszym specem od ochrony Wasilij'em, które Dimitrij próbował załagodzić. Tłumaczył, że owy gość jest drugim mechanikiem na wypadek gdyby jego zabrakło. Z jednej strony był to bardzo rozsądny plan. Z drugiej jednak mógł chociaż uprzedzić, że coś takiego planuje. W końcu jesteśmy jedną załogą co nie? Jakby się nad tym jednak zastanowić, to też ciężko się dziwić. Na dobrą sprawę cała załoga była w ten sposób kompletowana.

Witajcie towarzyszko. – odpowiedział jako pierwszy na przywitanie, które usłyszał. – Jestem Alec. Zostałem ochrzczony kapitanem tego statku. Skoro Dimitrij za Ciebie ręczy, to znaczy że musisz być przynajmniej dobra. Liczę, że nie puścisz nas z dymem. – powiedział pół żartem – pół serio. Kompletnie nie znał tej osoby i nie mógł mieć pewności, że czegoś nie odwali. Dlatego też zamierzał ją bacznie obserwować. Z drugiej strony, Dimitrij ją ściągnął więc zasługiwała na kredyt zaufania. Nie zamierzał więc Dimitri'emu przeszkadzać w dalszym kompletowaniu załogi.

Skoro już jesteś, to dołączysz do Dimy, Genka i Ivana. Pomożesz im w pozyskaniu zaopatrzenia potrzebnego do zakwaterowania gości. – polecił nowej członkini załogi. Uznał, że przy Dimie będzie się czuła swobodnie skoro go zna i wierzył zarazem, że Gennady i Ivan dopilnują by wszystko poszło dobrze.

Alec nie bardzo chciał rozmawiać w sprawie wynagrodzenia za kontrakt z racji tego, że nigdy nie był dobry w targowaniu się a tym bardziej w politycznym załatwianiu spraw. Nie znał swojej załogi długo, ale do każdego z jej członków miał pewne przeczucia. W przypadku na przykład Mashy miał podejrzenie, że jak dziewczyna chce to potrafi mieć gadane jak i wykaże się bardzo wysoką kulturą osobistą. Dlatego też postanowił poprosić ją o pomoc w negocjacjach wynagrodzenia kontraktowego. Słysząc jak rozmawia z ludźmi odpowiedzialnymi za ich kontrakt, wiedział że wybrał dobrze.

Po wyjściu ze statku, uznał że nie będzie czekał aż Mashy uda się zebrać wszystkie niezbędne informacje. Postanowił udać się do znanych mu kupców na stacji i rozpoznać się zarówno w cenach jak i jakości zasobów żywieniowych, na które mogliby sobie pozwolić. Suworov miał świadomość tego, że jeśli zakwaterowanie jak i wyżywienie będzie satysfakcjonujące dla gości, zyskają dobrą reputację co wpłynie pozytywnie na ilość zleceń jak i ich wynagrodzenie na przyszłe zlecenia. Musiał jednak też pamiętać o tym, że mają ograniczony budżet jako, że jest to ich pierwsze zlecenie w tym składzie. Ech... Rola kapitana bywa ciężka. I na co mu to było? Szybko zdał sobie sprawę z własnych myśli i stwierdził, że nie pora na tego typu rozmyślania. Jak więc planował, tak zrobił. Przechadzał się po kupcach, pytał ich o ceny i swoim jak do tej pory niezawodnym urokiem osobistym próbował utargować jak najwyższej jakości zapasy przy jak najniższej cenie.

Przemawianie [8/20]
Aleksander Suworov rzucił 1d20:
19
Awatar użytkownika
Gennady Andrev
Posty: 10
Rejestracja: 10 mar 2019, 14:30
Imię i nazwisko: Gennady Andrev
Pochodzenie: Ziemia
Zawód: Strzelec
Wiek: 27
Punkty zdrowia: [15/15]
Postać: Klik!

26 maja 2019, 15:12

Gennady właściwie nie miał za dużo do roboty bo to właśnie Dima dysponował w tej chwili pieniędzmi tego statku, przynajmniej w tej chwili. Co prawda chłopak widział jak technik zaczyna przeglądać sieć w poszukiwaniu tego co będzie dla nich najlepsze. Siedząc sobie na obranym wcześniej miejscu dostrzegł, że dołącza do nich Arina, dziewczyna której co prawda nie znał. Nie przypominał sobie rozmowy z Dimitrim na ten temat, czyżby został pominięty celowo? – Musiałeś o tym mówić jak byłeś pijany bo ja sobie tego nie przypominam – Wzruszył ramionami bo tak naprawdę nie jego kieszeń zostaje przez to naruszona a przecież o to w tym wszystkim chodziło, o pieniądze które mieli razem zarobić a kolejny członek załogi mógł okazać się wszystkim. Począwszy od dzikiej karty której zalety okażą się przydatne dla drużyny albo zupełnie odwrotnie, nieprzydatne i stanie się kołem u wozu. Andrew nie był jednak tym który wypowiadał swoje opinie od razu. Wszystko musiało zostać przeanalizowane i ocenione, w swoim czasie. Ten czas dla nowej Arinki jeszcze nie nastał, stąd też nie był ani przeciwny ani za przybyciem Ariny, – Skoro Dima mówi, że jesteś z nami to jesteś z nami. Chociaż, wolałbym by Aleks pamiętał o takich rozmowach. – Spojrzał się wtedy na kręcącego się jeszcze Aleksa. Jego spojrzenie wcale nie kpiło z kapitania bynajmniej, sugerowało zrozumienie we wspólnej niewiedzy.

Czy musiał pilnować Ariny? Zapewne nie. Skoro była wystarczająco dobra by wpaść w oko Dimitriemu to zapewne będzie umiała się zachować. Jak wszyscy ci którzy mieli opuścić statek w końcu to zrobili mężczyzna pokręcił się jeszcze przy wszystkich przyglądając się, jednak bez jakiejś szczególnej energii czy zainteresowania temu co i jak jest wybierane dla tych górników których mieliby ze sobą zabrać. – Chyba nie potrzeba do tego jednego zadania tylu osób.... Musimy im zapewnić jak najlepsze warunki. Nie chcę potem mieć z nimi problemów. Bo na kogo jak nie na mnie spadnie rola tłumienia niepokojów... Ty chyba też nie chcesz mieć więcej naprawiania szkód, racja, Dima? – Rzucił spojrzeniem w stronę każdego z obecnych i odwrócił się, niezbyt szybko, w swoim tempie. – Dajcie znać jak skończycie. – Nie był dekoratorem wnętrz. Nie ma co ukrywać, nie był w stanie ani oszacować czy warto dokonać danego zakupu czy nie. Nie znał się na tutejszych trendach cenowych mimo swojej obecności w tym rejonie. Nie mniej jako "częściowo" tutejszy był w stanie wskazać kilka marek czy sklepów które rzuciłyby mu się w oczy w trakcie służby. Zastanawiał się czy w odmętach jego pamięci nie znajdował się ktoś kto mógłby okazać się przy takowych zakupach przydatny. Dalej jednak, samo dokonanie zakupu pozostawało w rękach reszty. Mógł pomóc z przygotowaniem sekcji mieszkalnej już po całym przedsięwzięciu.

Andy skierował się więc do pracowni która ze względu na ograniczenie miejsca dzieliła się przestrzenią z fragmentem ładowni. Nie mniej magazyn i ładowania były miejscem w którym pełno było wszystkich przedmiotów przydatnych podczas napraw czy zwyczajnym majsterkowaniu. Chłopak lubił się tym bawić stąd też zdecydował się oddać jednemu ze swoich hobby i stworzyć coś na poczekaniu. Co prawda wiedział, że każdy większy projekt wymagał będzie sporo pracy to nie przerażało go to bo większość tego czego potrzebował, miał pod ręką. Początkowo zabrał się za stworzenie projektu. Narysowanie wymaganego sprzętu i spisanie tego co będzie mu potrzebne. Większość z tego bez problemu znalazłby na statku a jedynym problematycznym elementem mogło być faktyczne ostrze które nie złamie się podczas obróbki i spawania, dlatego też musiał zrobić to tak by ono mogło być wymienialne przy drobnym nakładzie pracy. Dzięki wiedzy odnośnie broni kinetycznej był jednak w stanie poradzić sobie z tym problemem poprzez zwyczajną blokadę i zwolnienie jej przy wciśnięciu przycisku na rękojeści, to pozwoliłoby mu na wymianę ostrza w razie jego uszkodzenia czy chęci dalszych przeróbek. To był jednak tylko projekt rozwiązujący największy problem.

Dalej zajął się spisywaniem tego co jest musem, drobna butla z gazem, kilka blach i zaworków które umożliwiłyby dopływ gazu do okolic ostrza, wszystko to musiałoby rzecz jasna zostać dospawane a by ostrze miało możliwość wymiany... Musiałby stworzyć swoistą prowadnicę do której te elementy byłyby dołączone. I tym się dokładnie zajął, rozrysował sobie schemat a później wedle tego zaczął wycinać elementy blachy przy pomocy szlifierki, w okularach ochronnych i masce rzecz jasna. Dalszym planem jego działań było spawanie prowadnicy i orurowania prowadzącego do wymiennej butli z gazem, niezbyt wielkiej by sama broń nie była zbyt ciężka a i nie utrudniała wymiany. Niewielki pojemnik na gaz i tak powinien wystarczyć a dołączony niewielki manometr lub inny sposób mierzenia pojemności butli pozwoliłby na kontrolę magazynka jaki pozostał. Każda broń potrzebowała spustu i rękojeści, co do niej zajął się najpierw blaszanym elementem z której ją wyciął. Nie mógł być zbyt gruby ale wystarczają co by nie kolidował z wagą pozostałych elementów broni. W razie zakończenia prac nad " surową " rękojeścią przeszedłby do uczynienia jej wygodną przy pomocy jakiegoś sztucznego materiału. Jeśli byłaby taka potrzeba opaliłby go na tyle by zacisnął się na blasze i zapewnił jakiś komfort. Do elementu samej rękojeści dołączona zostałaby prowadnica i prosty element pozwalający na zaciśnięcie się rękojeści na dołączonym elemencie blachy, wewnątrz niej co umożliwiałoby wymianę ostrza po wprowadzeniu go do prowadnicy. Dalej pracował nad wykonaniem spustu zwalniającego blokadę samego pojemnika na gaz. Bo i owszem, potrzebował na niej zaworka który umożliwiał dozowanie gazu przy pomocy niewielkiej rurki, który bezpośrednio podpalałby dostarczony gaz po samej prowadnicy. Coś na kształt niewielkiego palnika lub zapalniczki, tak doprowadzony, bezpośredni ogień po wejściu w reakcję z doprowadzonym z drugiej strony łatwopalnym gazem powinien umożliwić utworzenie swojego rodzaju ognistej warstwy przed samym ostrzem, w odpowiednich warunkach. Oczywiście tylko w chwili w której zwolniłby na butli blokadę polegającą na dostarczaniu go przez prowadnicę.

Wszystko to sprawiało, że musiał osadzić dwa pojemniki, jeden, niewielki przeznaczony dla samego palnika i dawcy ognia oraz drugi, gazu który miał wejść w reakcję z ogniem i utworzyć ognisty język długości ostrza. Ścieżka na prowadnicy wykonana z węży jakie wykorzystywało się do dozowania gazów nie mogła być wielkim problemem, wystarczyło znaleźć wąż, podzielić go na fragmenty i dołączyć złączki w kilku elementach i przyspawać wszystko do prowadnicy z wymianą ostrza którego jeszcze nie miał ale dzięki pomysłowi rozwiązującemu osadzenie go... Nie musiał mieć idealnego. Mógł wykorzystać jakiekolwiek znalezione na statku lub kupione przy najbliższej okazji. Najważniejsze było sprawdzenie mechanizmu i jego działania. Sam mechanizm w działaniu był niezwykle prosty. Otwarcie zaworka, czyli doprowadzenie gazu, naciśnięcie spustu dostarczającego ogień i ostrze mogło stać w płomieniach.

Rzemiosło (broń) [12/20]
Gennady Andrev rzucił 1d20:
12
Awatar użytkownika
Arina Mrozov
Posty: 3
Rejestracja: 07 maja 2019, 22:12
Imię i nazwisko: Arina Morozow
Pochodzenie: Ziemia
Zawód: Technik
Wiek: 30
Punkty zdrowia: 13/13
Postać: Klik!

06 cze 2019, 21:30

Arina, coby nie mówić, wpadła jak do siebie. W tym wszystkim brakowało ogłady i pewnych zasad savoir vivre, które szczerze mówiąc miała między dwoma kształtnymi pośladkami. Nigdy nie odznaczała się pięknym słownictwem i umiejętnością zachowania w towarzystwie. Z pewnością można by uznać to za wadę, ale tak na prawdę w tym wszystkim przelewała się szczerość. A prawda, jaka by nie była, lepsza jest niźli kłamstwo. Zimny wzrok rozkwitł niczym płatki orchidei. Ciężko było uznać, że ogarnia ją jakikolwiek stres. Była bardzo zrelaksowana, zupełnie tak, jakby przychodziła do znajomych na dobrą wódkę. Choć summa summarum znała tylko Dimę. Nic więc dziwnego, że reakcja na jej sylwetkę była taka, a nie inna. Oczywiście, Arina przewidywała podobny obrót spraw, w końcu nie żyła na tym pieprzonym świecie od wczoraj. Wciąż jednak wolała jasno zaznaczyć swoją pozycję już od samego startu tej pięknej przygody. Zwłaszcza, że kompanami mieli być Rosjanie. Ich paskudne charaktery znała na wylot. Tak samo to, jak podchodzić do rodaków.
Pierwotnie powitał ją dość wiekowy mężczyzna. Postawna budowa mogłaby budzić grozę, ale nie w Mrozov. Pewność siebie była u niej cechą nadrzędną. Zwłaszcza wtedy, gdy na drodze stawali jej przedstawiciele płci brzydszej. Nie zamierzała się cofnąć, ani reagować na głupią odzywkę. Nie teraz. Jeszcze nie teraz. Pośpiesznie ściągnęła prawą rękawiczkę i podała dłoń Wasilijemu. Nie jak kobieta, z pewnością nie. Jak kompan, równy równemu. Na ten moment zupełnie ignorowała obecność Mashy. Specjalnie czy nie, było to dość nietaktowne. Choć całkiem możliwe, że była to celowa zagrywka.
— Arina Mrozov — rzuciła. Interwencja Dimy była zupełnie niepotrzebna, choć z pewnością znał on tych ludzi znacznie lepiej, niż Mrozov. Zawsze pojawiał się w odpowiednim momencie i właśnie za to kobieta lubiła go najbardziej. Znacznie lepiej radził sobie w uspokajaniu bandy ludzi. Bo Arina, cóż, najprędzej obiłaby im pyski nie mówiąc za wiele. A to na ogół nie łagodziło konfliktu. Wręcz przeciwnie. Brunetka spojrzała w stronę kolegi. Uśmiechnęła się tak serdecznie, jak jej cyniczny charakter na to pozwalał. Niewątpliwie żywiła do niego pewne uczucia. Nie dalej niż przyjacielskie, rzecz jasna.
— Już mnie tak nie chwal Dima, bo się zarumienię — odparła. Zapewne gdyby nie szybkie nakierowanie jej na zlecenie, to zaraz gdakałaby jakieś głupoty. Na ten jednak moment zamilkła zostawiając niepotrzebne pieprzenie do momentu, w którym przeczytała Rising. Na twarzy wymalowała jej się irytacja. Z deszczu pod rynnę, tak to można określić. Przekleństwa zostawiła jednak dla swojego umysłu. W końcu na ten moment SLAVA była jej deską ratunkową.
— Zawsze możemy zrezygnować z twojej — rzuciła cynicznie w odpowiedzi na marne gęganie kobiety. Jakże ją zirytowała. Nie, żeby nie lubiła kobiet. Zupełnie nie o to chodziło. Nie lubiła kobiet, które zamiast mieć waginę, były nią. Z pewnością to pozostałość po ciężkim życiu. Nie ulegało wątpliwości, że te dwie będą mieć pewne problemy w kontaktach między sobą. A to nie wróżyło nic dobrego.
Przywitaniom nie było końca. Arina zawsze dobrze czuła się jako obiekt w centrum, więc takie zbiegowisko zupełnie jej nie przeszkadzało. Ba, czuła się wręcz doładowana. Skierowała się ku Aleksandrowi i również jemu podała dłoń. Uścisk był mocny i mało kobiecy. Od razu można było miarkować, że to twardo stąpający po ziemi babsztyl, któremu lepiej nie zaleźć za skórę.
— Tego nie mogę obiecać Kapitanie — powiedziała teatralnie wzruszając ramionami. Była na tyle pewna swoich umiejętności, że bez krępacji mogła pozwolić sobie na podobne żarty. Szef całej załogi wydawał się być równie charakterny, co Mrozov. Nic więc dziwnego, że od razu przeszła do bliskiej relacji. Po krótkim uścisku uczyniła go również w stronę Andreva.
— Zawsze można ich... uśpić — to mówiąc uśmiechnęła się zawadiacko. I bynajmniej miała na myśli uśpić za pomocą leków. Załoga bardzo szybko mogła dedukować co kryło się pod tym jakże prostym słowem. A z pewnością nic dobrego. Dla górników, rzecz jasna, bowiem Mrozov stroniła od rozwiązań za pomocą intelektu. Choć nie da się odmówić, że sprawnie nim działała, to jednak była osobą bardzo prostolinijną.
Słysząc polecenie Kapitana, będąc już obok Dimy, oplotła rękę wolną od rękawiczki wokół jego ramion.
— To co Dima — powiedziała — Od dziś pracujemy razem, co?
Zgodnie z zaleceniami pozwoli się rozstawiać po kątach. Do czasu moi mili.

Przenikliwość [10/20]
Arina Mrozov rzucił 1d20:
17
Awatar użytkownika
Joseph M. Bennett
Posty: 110
Rejestracja: 08 lut 2019, 7:38
Imię i nazwisko: Joseph M. Bennett
Pochodzenie: Ziemia
Zawód: Naukowiec
Wiek: 39
Punkty zdrowia: 12/12
Postać: viewtopic.php?f=28&t=53

28 lip 2019, 16:58

  Narrator  
Załoga Slavy podczas przygotowań, a także przy wykonywaniu całego zlecenia wykazała się profesjonalizmem i umiejętnościami organizacyjnymi. Masha może co prawda nie wynegocjowała wyższej zapłaty, lecz udało jej się wyciągnąć większą kwotę na pokrycie zaopatrzenia i zapasów. Tym samym po zakończeniu zlecenia na konto Slavy wpłynęło czyste 650 tys. kredytów, z czego 300 tys. poszło na pierwszą spłatę kredytu za statek. Reszta została rozdzielona pomiędzy załogą według wskazań kapitana. Górnicy byli zadowoleni z transportu, o czym nie omieszkali mówić całkiem głośno, co przyczyniło się pozytywnie do reputacji Slavy.

Załoga miała całkiem sporo kredytów na koncie i satysfakcję z dobrze wykonanego zadania. To, co zaplanują teraz zależy tylko od nich. Jesteście wolni jak ptaki.

Koniec sesji.
Awatar użytkownika
Masha
Posty: 13
Rejestracja: 10 mar 2019, 18:51
Imię i nazwisko: Masha Mihaliłov
Pochodzenie: Ziemia
Zawód: Naukowiec
Wiek: 39
Punkty zdrowia: [12/12]
Postać: Klik!

02 sie 2019, 17:26

Reputacja Slavy dała im nieco korzyści, kiedy górnicy szepnęli o nich trochę większe słowo. Spanikowana Masha, która od samego początku bała się dosłownie tego, w jaki sposób odbędzie się podróż górników, która później jak się okazało była całkiem przyjemna i odbyła się bez większych komplikacji. Kilka razy Mashę przeszedł nie kontrolowany, strach, panika, dreszcze. W gorszych dniach kurczowo trzymała się Wasilij'a, który zawsze podtrzymywał ją na duchu od samego początku ich znajomości. Jednego wieczoru nie spała zbytnio dobrze i zasypiała obok niego. Był przypadek, że nawet siedziała na kolanach Zajcew'a, aby zeszła z niej cała histeria, gdyż przez panikę i strach cała drżała. Przez cały lot skupiała się na nie tylko górnikach, ale także na tym, aby ona sama nie wpadła w obłęd, starała się robić chłopakom jedzenie, a także dodatkowej damskiej mordzie.

Jednakże początkowe przygotowania do wykonania zadania był bardzo korzystne nie tylko dla samej Mashy. Udało się jej nieco wyciągnąć większą kwotę na pokrycie zaopatrzenia i zapasów. Choć udało się zakończyć zlecenie i na kontach jej przyjaciół wpadło nieco kredytów to poczuła ulgę. Wystarczyło jedynie sterylnie posprzątać na statku.


Widziała twarzy Zajcew'a zaś z jej ramion spadła nie tylko nie pewność ale cały stres związany z górnikami. Nie raz nie dwa wydarzą się na Slav'ie sytuacje, które będą musieli rozwikłać. Odczuła ulgę błogi stan, który będzie później trwał ciut dłużej niż wcześniej. Powoli wszystko na statku wracało do normy. Obecnie Masha sprzątała po górnikach w swoim kombinezonie.
Małe rzeczy, które będzie można później wyrzucić. Materacami można zająć się później. Milczała dłuższą chwilę. Dzień był taki sam jak zawsze, Kiedy mniej więcej posprzątała tak jak ona tego chciała, przebrała się w cywilne ciuchy. W swoje ulubione spodnie, trampki, koszulka. Usiadła na krześle, zamknęła oczy i odpoczywała,
Awatar użytkownika
Wasilij Zajcew
Posty: 11
Rejestracja: 08 mar 2019, 21:49
Imię i nazwisko: Wasilij Zajcew
Pochodzenie: Ziemia
Zawód: Strzelec
Wiek: 51
Punkty zdrowia: [15/15]
Postać: Klik!

03 sie 2019, 12:53

Pierwsze zlecenie na wspólnej wolnej drodze grupy Rosjan zostało wykonane. Dzięki odpowiednio dobremu przygotowaniu, udało im się wydusić więcej pieniędzy, które pomogły zastąpić wkład własny w zapewnieniu komfortu dla pasażerów. A komfort pasażerów oczywiście skutkował spokojem w podróży i dobrą opinią. Taka bezproblemowa przeprawa była słodkim odpoczynkiem dla Zajcewa, który służył na statku głównie jako ochroniarz i spec od broni, ale on nie lubił bezczynności. Cierpliwość była jedną z jego kluczowych cech, ale najlepiej się czuł, gdy wiedział, że na coś czeka. Godziny przed oddaniem idealnego strzału. Dni na odpowiednie warunki pogodowe do niewykrywalnego zrzutu. Minuty na zdetonowanie ładunku mający za zadanie odwrócić uwagę, czy w końcu sekundy na dolecenie pocisku z jego lufy do celu oddalonego o kilometr. Tym razem jednak skończyli zadanie i czekali na coś, nie wiedząc, co teraz się stanie.

Wiadomo było, że nie wszystkim podobał się transport żywych ludzi. Mashę ruszało to aż nadto, a podtrzymujący ją na duchu starszy wojskowy praktycznie zawsze chodził po pokładzie z przewieszoną przez ramię bronią. Nie było to nic dziwnego, w końcu był odpowiedzialny za bezpieczeństwo. A widok gotowości do obrony w każdej chwili, a nie tylko nadzorowania ludzi, to dawało kolejny poziom dobrej rekomendacji. Nie trzymał oczywiście broni w rękach wchodząc do prowizorycznej sypialni, a w miarę możliwości obserwował ich z kamer bezpieczeństwa, ale wchodził bardzo często razem z Mashą, której obecność tam była obowiązkowa. Sprawy chorobowe i zapewnienie im poprawnego pobytu, którym nie zaszkodzi, to jej działka, nieważne jak bardzo mogła bać się tych ludzi.

Później czekała ich droga powrotna. Bez górników, ale z cennym ładunkiem. Byli wtedy bardziej narażeni na atak, ale niedużo się zmieniło. Miesiąc sprzątania i przywracania obszernej sypialni ponownie do ładowni. Teraz mając takie wyposażenie na stanie, mogli częściej robić jako firma przewozowa. W końcu udało im się też wrócić na Rising Space Station, gdzie rozładowali ładunek i dostali należyte wynagrodzenie. Już po czasie, gdy ostatnie kilogramy towaru opuściły ich pokład, należało zebrać załogę.
To co teraz? – zarzucił pytaniem. Jak zwykle w znanym mundurze, z karabinem przewieszonym na taśmie przez ramię. To był on, jednocześnie działający na własną rękę, a jednocześnie czekający na dalsze rozkazy.
Awatar użytkownika
Dimitri
Posty: 16
Rejestracja: 05 mar 2019, 20:23
Imię i nazwisko: Dimitri Ivanovich
Pochodzenie: Ziemia
Zawód: Pilot
Wiek: 39
Punkty zdrowia: [13/13] Osł. [10/10]
Postać: Klik!

12 sie 2019, 11:53

Długie trasy ostateczna forma sprawdzianu ludzkiej psychiki. Dimitri nie miał jednak z tym problemu, leciał leciał, znaczy się nie oszukujmy się nie było zbyt wiele do roboty. Ogrom dystansów sprawiał że całość odbywała się klasycznie na autopilocie, kiedy sam Dimitri razem z Aleksandrem zamieniali się za starami, Znaczy się za tym niewygodnym łóżkiem. Licząc że gdy jakimś cudem pojawi się niespodziewany obiekt to alarm zbliżeniowy wybudzi ich z racji niewygody. Czasem zdarzyło mu się porozmawiać z górnikami choć, miał nadal jakieś takie dziwne podejście do przewożonych kobiet, z jednej strony, instynkt reprodukcyjny, z drugiej pamięć o pewnym incydencie kiedy to oberwał improwizowanym narzędziem zbrodni. Okres załadunku był dla niego bardziej roboczy, w końcu musiał koordynować i pilnować aby jakiś podły drań nie zarysował ładowni jakąś bryłą gówno wartego kamienia. Fakt że ładowania była twarda jednak ostrożności nigdy za wiele. Droga powrotna była podobna, nikt raczej nie chciał kraść gdzieś na rubieżach trochę rudy. Ukraść statek, to zupełnie inna sprawa. Jednak statek miał czujniki, podstawowe bo podstawowe jednak gdyby coś się pojawiło to odgłos pipania wbijał by się z czaszkę śpiącego Dimitriego. Zboczenie z kursu, inne pipanie. Tak technologia miała swoje korzyści. Jednak nie tylko pracą się żyje, wolny czas poświęcał na integrowanie się z załogą. Jak to jednak bywa, nie wszystkim przypasowała ta praca, dla niektórych mogła być zbyt spokojna zbyt mało ambitna. Innym zaś wypadły inne plany, Dimitri jako beznadziejny przypadek załatwił jakoś tą sprawę pozostając z częścią załogi i kredytem. Ba mało tego wynegocjował nawet że w ramach ich dezercji nie otrzymają wynagrodzenia za powszednie zlecenie. Tak więc zostało jakieś 350 tysięcy kredytów na pozostałą załogę.

Był kolejny kosmiczny dzień kiedy nigdy nie wiadomo kiedy jest dzień czy noc, wszystko jest dosłownie umowne. Stary weteran i Masha zdecydowanie coś kręcili pod czas tego pobytu, a on? Nadal sam jak zawsze aż ziewnął z przyzwyczajenia do drzemki za sterami. No tak musiał jeszcze zapłacić najemnikowi z Risingu. Ten jednak nie brał długu więc mniej ryzykował. Sprawiało to że zwyczajnie nie otrzymał by pełnej wypłaty takiej co reszta. Taki był wolny rynek, inaczej pewnie wisiał by na maszcie.. a zaraz tutaj nie ma masztu, więc pewnie przykuli by go do reaktora. Z resztą wierzył w kreatywność ludzi których w sumie zrzeszył.
Towarzysze wygląda na to że trzeba się rozliczyć, z nieobecnymi już się rozmówiłem. Teraz pozostaje jeszcze podzielić pieniądze między, nas i zadecydować co robimy dalej.
Tablet ponownie spoczywał w dłoniach Dimy, włączony z przeglądaniem następnych zleceń, zachłanność Dimitriego nie znała umiaru. Miał w tym czasie fajkę w ustach nieodpaloną, zupełnie jak by zapomniał ją odpalić.
Awatar użytkownika
Joseph M. Bennett
Posty: 110
Rejestracja: 08 lut 2019, 7:38
Imię i nazwisko: Joseph M. Bennett
Pochodzenie: Ziemia
Zawód: Naukowiec
Wiek: 39
Punkty zdrowia: 12/12
Postać: viewtopic.php?f=28&t=53

15 sie 2019, 14:34

  Mistrz Gry  
Pomimo czystej kwoty 650 tys. kredytów, załoga musiała spłacić ratę statku oraz wyłożyć pieniądze na drobne naprawy, paliwo i uzupełnienie zapasów, co w sumie prowadziło do 230 tys. kredytów pozostałych do rozdzielenia między załogę.

Slava przycumowała w jednym z doków transportowych RSS. Potężny statek nie wyróżniał się zbytnio od innych transportowców, wiszących w bezgrawitacyjnej części stacji i podtrzymywanych tylko przez metalowe ramiona mechaniczne i pomost przymocowany przy wejściu na statek. Mimo tego całego wtapiania się w tło, to właśnie niedaleko Slavy zatrzymało się troje ludzi w czarno-białych uniformach. Kobieta, niewątpliwie liderka, zwolniła kroku i w końcu przystanęła, lustrując statek wzrokiem. Wszyscy byli wysocy i smukli, zdradzając tym samym, że ich ojczyzną z pewnością nie była Ziemia.

Czy to ta... Slava? – zapytał jeden z mężczyzn, ten brodaty. Na jego twarzy malowała się wątpliwość.
Uhm. – mruknęła kobieta, nawet nie zaszczycając nikogo spojrzeniem.
Nie mają zbyt długiej historii zawodowej. – wtrącił łysy mężczyzna, wystukując komendy na tablecie. Najwyraźniej jeszcze raz sprawdzał dane statku i załogi. – Ale to proste zadanie. Poza tym, im bardziej nierozgarnięci są, tym lepiej, prawda, Iris?

Kobieta nie odpowiedziała, po prostu uśmiechnęła się leciutko i nawet przyjemnie. Jedyne, czego spodziewała się po załodze Slavy, to prostackie cwaniactwo. Nic więcej. I to był jedyny kłopot, jaki spodziewała się z nimi mieć. Nie oznacza to jednak, że nie nie była przygotowana na różne okoliczności. Przytaknęła głową, jakby potwierdzała własną myśl, po czym skierowała kroki do wejścia na Slavę. Jednocześnie wysłała na komunikator statku prośbę o wejście na pokład. Przedstawiła siebie i swoich towarzyszy jako Iris Lechner, Scott Waters i Andrew Tyler. Wszyscy byli pracownikami marsjańskiej grupy naukowej o nazwie Contorta. Z tego co załoga Slavy na pewno wiedziała, Contorta zajmowała się pozyskiwaniem nowych źródeł energii i rozkładaniem materii na atomowy w celu najbardziej efektywnego przeprowadzania reakcji.

Marsjańskie trio weszło na pokład zaraz po tym, jak zostało im udzielone pozwolenie. Z pewnością ktoś z załogi czekał na nich, by zaprowadzić ich do niewielkiego pomieszczenia głównego, które mogło służyć jako miejsce narad. Przez tę krótką podróż po korytarzu, Marsjanie rozglądali się, jakby chcieli uchwycić każdy szczegół statku, tylko Iris patrzyła przed siebie z zagadkowym uśmiechem. Jej grymas twarzy nie zmienił się, nawet gdy cała trójka stanęła już przed załogą.

Witam załogę Slavy. – przywitała się kurtuazyjnie i skinęła lekko głową na dowód szacunku. – Jesteśmy przedstawicielami marsjańskiej organizacji Contorta i chcielibyśmy przedstawić kontrakt, jaki mamy do zaoferowania.
Awatar użytkownika
Gennady Andrev
Posty: 10
Rejestracja: 10 mar 2019, 14:30
Imię i nazwisko: Gennady Andrev
Pochodzenie: Ziemia
Zawód: Strzelec
Wiek: 27
Punkty zdrowia: [15/15]
Postać: Klik!

15 sie 2019, 19:41

Cała ta podróż, w tą i z powrotem była... Zdawałoby się, że spokojna. Była na pewien sposób uciążliwa i długa. Na swoje własne szczęście Gennady miał co robić. Prócz pilnowania ludzi jako ochrona tego statku, zajmował się swoim własnym projektem który wymagała wykończenia, podróż była długa w obie strony, dlatego wątpliwym byłoby nie znalezienie dodatkowych materiałów, jeśli ich potrzebował do wykończenia swojej broni. Nie zagłębiając się już w szczegóły tego co robił, oraz jak wszystko to się odbywało w trakcie podróży. Gennady pełnił swoją służbę spokojnie, ponieważ, nie wydarzyło się nic, co wymagało by jego, albo Wasilija, interwencji. Można nazwać to szczęściem.

Pieniądze nie wystarczyły na długo, ale od samego początku wiedzieli, że opłaty za statek swoje kosztują. Na swoje własne szczęście, tudzież nieszczęście Gennady dostawał pensję od Dimitra, co sprawiało, że jemu, obojętne było ile zarobią i jak bardzo się przy tym natrudzą, dostawał to samo, więc najlepiej jakby nie robił nic, a płacili. RSS, to właśnie tutaj znajduje się faktyczne miejsce pracy Andreva, ustalony jednak wcześniej kontrakt, pozwala mu na swobodną pracę na slavie, jak to mówią, niektórzy potrafią się urządzić. W tym wypadku jednak, trudno stwierdzić co jest lepszą posadą, ochrona stacji, czy statku. Trudno powiedzieć, obie funkcje mają swoje plusy.

Po przycumowaniu do doków, Gennady pełnił, jak zwykle zresztą, funkcję ochrony tego statku, dlatego jako pierwszy zdał sobie sprawę z gości którzy zamierzają wkroczyć na Slavę. Nie zwrócił na nich najmniejszej uwagi, póki to oni nie zainteresowali się Slavą. Różni ludzie kręcili się po stacji, a podejrzliwość wobec wszystkich też do niczego nie prowadziła. Tak więc spędzał służbę na pilnowaniu porządku. Dopiero po chwili zeskoczył z fotela jak ktoś zaczął kroczyć w okolicy ich pomostu, a potem i po nim samym. Uśmiech na twarzy zbliżającej się kobiety mógł świadczyć wiele, zarówno wiele dobrego, jak i wiele złego. Ale... Czy były powody do podejrzeń? No nie. Tak też jak rozpoczęli kroczyć po kładce sam zdecydował się wysłać, poprzez swój chip, komunikat do pozostałych załogantów. Nie od dzisiaj wiadomo, że integracja telefonu w taki sposób, była chyba jednym z najlepszych wynalazków ludzkości. – Załoga, chyba ktoś chce wejść na nasz statek. Sprawdzę to – I tak też zrobił, nie zapomniał również o wzięciu swojej pałki, nie w celach gróźb, ale by stanowić realną siłę, która mogłaby komuś zagrozić, lub, sprawić pewne wrażenie. W końcu... To robił najlepiej, sprawiał wrażenie. Taka rola strażnika.

Gennady wpuścił ludzi na statek, póki nie szafowali bronią, ani nie wchodzili siłą tam gdzie im nie pozwolił, nie było żadnego problemu. Powstrzymał wszystkich na tyle długo by pozostali mieli czas się przygotować, czyli do czasu otrzymania informacji zwrotnej od Dimitra, albo Wasilija. A jak już wizytacja została doprowadzona do sali, wybranej przez pozostałych członków załogi, to mężczyzna stanął z tyłu, przy drzwiach, obserwował, słuchał. Był gotowy.
ODPOWIEDZ